home ARTYKUŁY, FILM, News, polecane, topnews, WYDARZENIA Recenzja filmu – „Teoria wszystkiego” – Camerimage

Recenzja filmu – „Teoria wszystkiego” – Camerimage

Bydgoszcz na ostatni tydzień listopada zamieniła się w miasto filmowe. Mieszkańcy Bydgoszczy i nie tylko, mogli uczestniczyć w projekcjach filmów, które prezentowano na 22. Międzynarodowym Festiwalu Filmowym. Każdy mógł  znaleźć coś dla siebie spośród kilkunastu kategorii. Jest to niewątpliwie jedno z najciekawszych wydarzeń jakie mają miejsce w tym mieście. To doskonała okazja na obejrzenie wielu wspaniałych filmów, ale nie tylko. Ponieważ podczas tego tygodnia miały miejsce również różnego typu warsztaty filmowe.

Jednym z filmów prezentowanych na tegorocznym festiwalu był film pod tytułem „Teoria wszystkiego”. Był to film który zaprezentowano w kategorii pokaz specjalny. Jest to kategoria w której co roku prezentowane są najciekawsze filmy z poza konkursu. Zgłaszane są one z całego świata.

Film „Teoria wszystkiego” został wyreżyserowany przez Jamesa Marsha, film wyprodukowano w Wielkiej Brytanii w 2014 roku. Jest to film biograficzny w którym głównym bohaterem jest Stephen Hawking. Film został wyreżyserowany według wszystkich zasad z podręczników. Pozbawiony jest on kontrowersji oraz jego opowieść budowana jest tak aby zadowolić każdego widza. „Teoria wszystkiego” rozpoczyna się od sceny, w której dwudziestoletni Stephen King ściga się z kumplem na rowerze. Biorąc pod uwagę wizerunek Hawkinga jaki znany jest z mediów, to jest to widok raczej niespodziewany. W pierwszej części filmu Hawking to młody doktorant, który chodzi na imprezy, śpi do południa, zadania rozwiązuje tuż przed zajęciami i bez większego trudu podrywa swoją przyszłą żonę, Jane Wilde. Jednak to nie wróżyło nic dobrego. Hawking  przewraca się i traci przytomność, a po wybudzeniu słyszy straszny wyrok – stwardnienie zanikowe boczne i dwa lata życia.

Dokładnie w tym momencie inicjatywę przejmuje Jane. Główny bohater chce się od niej odsunąć, ale ona mówi mu, że go kocha. Para bierze ślub, pojawia się dziecko. Kobieta nie wie jeszcze tego, że dwa lata przerodzą się w trzydziestoletni, niełatwy związek.

Prawdziwa Jane Wilde napisała dwie książki o życiu u boku słynnego fizyka, które bardzo się od siebie różnią. Twórcy filmu bazowali głównie na tej drugiej, w której Wilde przedstawia lepszą stronę tego związku. Powoduje to niemałe konsekwencje. Z niezrozumiałych powodów scenarzysta i Marsh postanowili w filmie uciekać od wszystkich konfliktów między bohaterami. Powodów do sprzeczek tej parze jednak nie brakowało. Ona poświęciła swoją karierę, by opiekować się sparaliżowanym mężem i trójką dzieci, a on był uparty, nie chciał pomocy z zewnątrz i trzeba go było długo przekonywać, żeby zaczął jeździć na wózku. Jakby jeszcze było mało to Jane jest katoliczką, a Hawking lubił kwestionować przy niej istnienie Boga.

Wszystkie te elementy niby gdzieś w tym filmie się pojawiają, ale kamera jakoś nie chce ich pokazywać. Między bohaterami nie ma prawdziwej chemii, prawdziwych uczuć czy walki. Każdy konflikt zostaje zaduszony zanim na dobre się zacznie. „Teoria wszystkiego” miała być w zamierzeniu filmem o małżeństwie Hawkinga, a nie o jego karierze. A momentami to Jane tak jakby staje się bohaterką bardziej istotną. Uciekanie od jakichkolwiek kontrowersji powoduje, że rodzinne problemy szybko przestają być interesujące, bo do żadnych prawdziwych konfrontacji tak naprawdę tu nie dochodzi. Ta druga strona filmu, która opowiada o geniuszu Hawkinga została potraktowana po łebkach. W jednej ze scen fizyk ogłasza teorie na temat czasu, w kolejnej jest już celebrytą, który sprzedaje miliony książek na całym świecie.

Cała reszta w tym filmie jest po prostu poprawna. Nic nadzwyczajnego, ani kontrowersyjnego w tym filmie nie zobaczymy. Redmayne dobrze wciela się w rolę Hawkinga, ale ze względu na słaby scenariusz nie ma szans, aby pokazać swoje umiejętności aktorskie.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *